Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Wyspa Nadziei. Mimo wszystko.

Wyspa Nadziei. Mimo wszystko.

,,Spinalonga jest gorsza niż śmierć” – mówi jeden z bohaterów  książki ,,Spinalonga. Wyspa trędowatych” Małgorzaty Gołoty. Ta niewielka wysepka, położona niecały kilometr od wybrzeża Krety, to ciemny punkt w historii Grecji. Nie przypomina rajskiej wyspy: wysuszona i wypalona prze słońce, z surowymi weneckimi fortyfikacjami w kolorze ochry. Przez lata była nazywana ,,Wyspą żywych trupów” lub ,,Wyspą Trędowatych”.

Lęk przed zarazą

Przez lata była wyspą cierpienia i śmierci. W 1903 roku otwarto tu leprozorium, kolonię chorych na trąd, by izolować ich od społeczeństwa. ,,Chcieliśmy być kochani i akceptowani jako ludzie, którym przytrafiło się nieszczęście. Nie chcemy być zjawiskiem, innym gatunkiem człowieka.”- mówi jeden z bohaterów książki Gołoty. Niestety, lęk przed trądem był tak ogromny, że mieszkający wśród społeczeństwa chorzy, musieli się ukrywać w obawie przed donosem. Ich wygląd budził odrazę i lęk. Donos oznaczał jedno – zesłanie na wyspę…


Życie bez strachu

Choroba zrównywała wszystkich. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie – na wyspę zsyłano chorych, niezależnie od wykształcenia i statusu społecznego czy majątkowego! Obok profesora lądował tu prosty robotnik lub wieśniak. Paradoksalnie – na Spinalondze mogli prowadzić życie bez strachu, bez ukrywania się przed badawczymi spojrzeniami sąsiadów. Tu tworzyli społeczność połączoną wspólnym losem, wspólnym cierpieniem. Wiedli proste, bardzo skromne życie, żyli z tego, co przywieziono na wyspę. Dostarczano wodę, pożywienie itd, ale mimo to, często głodowali i żyli w warunkach urągających godności ludzkiej. Mimo to – starali się odbudować swój świat, jaki znali sprzed zesłania: zawierali przyjaźnie, odnajdywali miłość, rodziły się im dzieci – nota bene: nawet zdrowe, były traktowane przez rząd grecki jako chore!

Nadzieja

Wraz z rozwojem medycyny udało się pokonać chorobę, uważaną wcześniej za śmiertelną. Mieszkańcy wyspy zdrowieli i mogli ją opuścić. Ostatnia osoba opuściła to ponure miejsce w…1957 roku. Do tej pory żyją świadkowie okrutnej historii wyspy. Choć to ogromna plama na historii współczesnego człowieczeństwa, okrutny eksperyment – nie ma żadnych śladów – nie ma dokumentów, zostały zniszczone albo nigdy ich nie było. Pozostali świadkowie, ozdrowieńcy, dzieci zesłanych…

Kolejne życie wyspy

Przyjemny dzień, lekki wiatr rozwiewa włosy. Płyniemy stateczkiem, dobry nastrój towarzyszy wszystkim, dzieci przekrzykują się wesoło, popijając gerani – lokalną oranżadę i przegryzając orzeszkami. Ot, zwykła wycieczka, na niewielką wysepkę u wybrzeża Krety… Spinalonga, po zamknięciu leprozorium, stała się popularną atrakcją turystyczną Krety. Wizyta we wschodniej części nie może odbyć się bez wycieczki na wyspę. O życiu jej mieszkańców świadczy niewielkie muzeum, szpital, cmentarz, cerkiew…To miejsce emanuje niezwykłą energią smutku, który nie roztapia się w letnim słońcu.  Nawet weseli turyści ze statku milkną na chwilę, przejęte dzieci zadają pytania przewodniczce.

Zwycięża życie…

Nie mogę przestać myśleć o zesłanych tu ludziach – praktycznie ubezwłasnowolnionych:pozbawionych praw politycznych, własności, rozdzielonych od rodzin i współmałżonków, bo gdy jedno z małżonków zachorowała na trąd, małżeństwo było anulowane… Choć Spinalonga jest symbolem niesprawiedliwości i ludzkiego cierpienia zadawanego w obronie większości społeczeństwa, to jest też dla mnie symbolem nadziei i symbolem życie, bo na wypalonej słońcem wyspie odrodziło się życie w takiej formie, w jakiej to było tylko możliwe. I świadectwem godności ludzi, którym odebrano wszystko, prócz nadziei i wartości, w które wierzyli. Jest też przestrogą i historią o tym, do jakich okrucieństw są gotowi ludzie sparaliżowani lękiem…