Wakacje i joga? Warsztaty jogi na wakacjach? Wyjazd z jogą? Joga i podróż? Po co nam to? Czy nie lepiej ćwiczyć jogę w swojej lokalnej szkole, a na wyjeździe po prostu się bawić i korzystać z życia?
Joga i podróż – moje doświadczenie
Nie zaprzeczę, lubię łączyć jogę i podróże, o czym czasem opowiadam tutaj. Wiele razy byłam w Indiach, by poznawać jogę u źródeł. Z uciechą wspominam praktykę w Yoga Barn na Bali . Maroko to też była piękna dekoracja dla pracy nad sobą. W Kerali ćwiczyłam w shali z widokiem na wschodzące słońce ponad polami ryżowymi. A w Rishikesh na dachu, z którego można było obserwować przepływające wody Gangesu. Poznawałam miejsca, poznawałam ludzi i poznawałam jogę, która w każdym miejscu była nieco inaczej ujęta. Dla mnie więc wakacje z jogą mają wielką wartość. Ale zaraz!
Czy joga jest jedna? Czy jest ich wiele?
Joga pochodzi z Indii. To tradycja, która liczy kilka tysięcy lat. Niewątpliwie budzi to respekt i każe stawiać pytania, czy joga może się zmieniać, czy powinniśmy trzymać się źródeł, jak indyjskie korzenie mają się do współczesności i do innych kultur, często odległych od wschodniego widzenia świata. Nierzadko się mówi, że prawdziwa joga to joga w tradycji, niezanieczyszczona żadnymi wpływami. Ale czy taka joga jest możliwa?
Co na to film “Powitanie słońca”?
W tej dyskusji warto zwrócić uwagę na film “Powitanie słońca”. Jego autor Stephane Haskell przemierza różne strony świata, żeby pokazać tamtejsze oblicza jogi. Odwiedza USA, więzienie San Quentin, jedzie do Afryki, gdzie jogi uczą się członkowie plemienia Masajów, zahacza o kenijskie więzienie dla kobiet Langata i kieruje się do Izraela, gdzie praktykują jogę ortodoksyjni Żydzi. Zagląda do szkoły podstawowej we Francji, a także dociera do Indii, do samego mistrza Iyengara.
W każdym z tych miejsc joga pomaga tym, którzy ją praktykują. To uniwersalne działanie jogi. Jednocześnie widzimy, że w każdym z zakątków świata przybiera ona nieco inne oblicze.
Mieszkańcy Afryki na przykład dostosowują jogę do swojego temperamentu. Praktyce, którą my znamy jako poważną i cichą, towarzyszą wybuchy śmiechu i swobodny gwar. Tutaj asany to także taniec i śpiew. Można powiedzieć, że widzimy przetłumaczenie jogi na ducha mieszkańców Afryki. W filmie zresztą pada zdanie: Każdy powinien znaleźć własną jogę.
Jak to się ma do nas?
Różne spojrzenia na jedną metodę, poznanie jej w wielu kontekstach i podejście z nowymi emocjami to wspaniała lekcja, a może najlepszy sposób, by dotrzeć do sedna jogi i odkryć to, co jest w niej właściwe dla nas? Bo czy jogowa podróż nie jest drogą do głębszego poznania jogi, zrozumienia jej, odkrycia tego, co w niej istotne?
Może więc warto jeździć na wakacje z jogą? Jak sądzisz? A może przyjedziesz do nas na Kretę, by praktykować na plaży, w gaju oliwnym albo przy basenie. To przecież także inny kontekst.
“Debout”
Reżyseria i scenariusz: Stephane Haskell
Produkcja: Francja
Moja opowieść o tym filmie tutaj