Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Jedz, módl się, kochaj

Jedz, módl się, kochaj

Pamiętasz film ,,Jedz, módl się, kochaj”, nakręcony na podstawie bestsellerowej książki Elizabeth Gilbert, z Julią Roberts w roli głównej? Aktorka wciela się w Liz Gilbert, kobietę, która – wydawać by się mogło, ma wszystko: męża, piękny dom, świetną pracę. Czegóż chcieć więcej? Jednak Liz nie jest szczęśliwa, czegoś jej brakuje. Czego? Nie wie, ale postanawia się tego dowiedzieć. Rozwodzi się mężem. Rzuca się w związek z młodym aktorem, ale i to nie daje jej spełnienia. Postanawia więc wyruszyć w podróż, by odnaleźć siebie.

Wyruszyć w podróż

Pierwszy przystanek to Włochy. Tu pierwszy raz od lat Liz pozwala sobie cieszyć się jedzeniem, nie odmawia sobie pełnej glutenu pizzy i wina! Zamiast wciągać brzuch i wciskać się w za ciasne spodnie, kupuje dżinsy… o numer większe! Zawiera przyjaźnie, zwiedza, śmieje się, oddycha pełną piersią! Drugi przystanek to Indie. Medytacja, wyciszenie i twarde zasadami życia w aśramie. I tutaj Liz nie znajduje spokoju. Może dlatego, że nie szuka go w sobie? Kolejny kierunek to Bali i odpoczynek.  Przyjaźń ze starym nauczycielem – uzdrowicielem i zielarką wykluczoną ze społeczności. Ale przede wszystkim – radość życia, odpoczynek i odnalezienie miłości życia – dorosłej i świadomej. 

Między rzeczywistością a baśnią

Film miał zagorzałych fanów, ale też padały słowa krytyki. Wielu recenzentów podkreślało, że ma on walor terapeutyczny – niesie ze sobą przesłanie dotyczące spełniania swoich potrzeb. Włochy, czyli ,,jedz”  to potrzeby ciała, Indie – ,,módl się” potrzeby duchowe, Bali – ,,kochaj” – głęboko zakorzenioną potrzebę miłości.  Lubię ten film właśnie za jego baśniowy charakter i za nadzieję, jaką niesie. I za bohaterkę, która przez wielu recenzentów traktowana jako egoistka, dla mnie jest wzorem świadomej kobiety, bo śmie wyjść z małżeństwa i życia, które ją uwiera, że ośmiela się wyruszyć na poszukiwanie siebie.  Że staje po swojej stronie, że  pochyla się nad sobą i swoimi potrzebami. A to nie jest wcale takie proste…

Odnaleźć siebie

Aby odnaleźć siebie, nie trzeba wyruszać w daleką podróż, kupować biletów, rezerwować hoteli itd., bo wszystko, co powinnaś wiedzieć o sobie, masz już…w sobie.  Znasz wszystkie odpowiedzi na pytania, które sama  sobie stawiasz. Dlaczego tak trudno usłyszeć odpowiedzi? Bo potrzeba na to czasu, ciszy, pochylenia nad sobą, zauważenia siebie i swoich potrzeb – w tym kontekście podróż, oderwanie się od codziennej rutyny może być drogą do samopoznania i wspierać proces rozwoju osobistego… Czuję, że dziś sięgnę po raz kolejny po książkę Gilbert, albo…nie! Zrobię sobie wieczór filmowy i obejrzę Julię Roberts i Javiera Bardema. Tak, to dobry pomysł na zakończenie weekendu!